Równouprawnienie? Kobiety zawsze mają na ustach to słowo. „Równouprawnienie, równouprawnienie, walczymy o równouprawnienie!” – krzyczą z każdej strony. Ale tylko do momentu, w którym staje się to dla nich niewygodne.
Spójrzmy, jak to ich wielkie „równouprawnienie” wygląda w praktyce, kiedy przychodzi do prawa do opieki nad dzieckiem w Polsce. Gdyby zasady były naprawdę równe, ojciec mógłby po prostu przyjść i powiedzieć: „Słuchaj, mam czas, mam warunki, organizuję pracę i robimy opiekę naprzemienną – pół na pół”. Powinno przejść bez problemu, prawda? W końcu mamy równość.
Czy Madce zależy na dzieciach?
Przede wszystkim zależy im na tym, żeby kasa była tylko i wyłącznie jej.
G. Wplny
Spójrzmy, jak to ich wielkie „równouprawnienie” wygląda w praktyce, kiedy przychodzi do prawa do opieki nad dzieckiem w Polsce. Gdyby zasady były naprawdę równe, ojciec mógłby po prostu przyjść i powiedzieć: „Słuchaj, mam czas, mam warunki, organizuję pracę i robimy opiekę naprzemienną – pół na pół”. Powinno przejść bez problemu, prawda? W końcu mamy równość.
I nagle BUM – czar prysł. W tym jednym miejscu całe to równouprawnienie przestaje istnieć. Dlaczego? Bo opieka naprzemienna 50/50 oznacza jedno: zakręcenie kurka z pieniędzmi. Nagle znikają pełne alimenty, a słynne 800+ trzeba podzielić po połowie (po 400 zł na rodzica), albo co gorsza – matka musiałaby się z niego całkowicie rozliczyć.
Dla wielu matek wizja utraty statusu jedynej „dysponentki” gotówki to koszmar. Ich główną motywacją staje się walka o to, by przejąć całą kasę wyłącznie dla siebie. Dzieci są na pierwszym miejscu? Skądże – na pierwszym miejscu jest pełny przelew na konto, do którego nikt inny nie ma wglądu. Żadnego dzielenia się 800+, żadnego ograniczania alimentów! Jak tylko ojciec wspomni o opiece naprzemiennej, natychmiast pojawia się ta sama śpiewka: „On po prostu nie chce płacić! Chce zaoszczędzić na dzieciach!”.
Co za absurd. Każdy, kto myśli głową, wie, że opieka naprzemienna wychodzi ojcu znacznie drożej! Musi utrzymać osobny pokój dla dzieci, kupić ubrania, wyżywić je przez pół miesiąca i pokryć co dzień bieżące koszty. Ale tego matki wolą „nie dostrzegać”, bo liczy się tylko jedno: żywy gotówka ma wpływać do ich portfela i tylko one mają mieć nad nią pełną władzę. Zależeć na dzieciach? Przede wszystkim zależy im na tym, żeby kasa była tylko i wyłącznie ich.
System w Polsce jest pod tym względem absolutnie niesprawiedliwy i wymaga natychmiastowej reformy. Świat się zmienił. Dzisiaj mnóstwo facetów naprawdę chce wychowywać swoje dzieci. Nie po to, żeby oszczędzić parę stówek, ale dlatego, że je kochają i chcą być obecni w ich życiu.
Panowie, nie dajcie się złamać. Wiemy, jak ten system wygląda i jak bardzo jest skrzywiony na korzyść matek walczących o monopol finansowy. Ale nie płaczcie i nie pokazujcie tego po sobie – a zwłaszcza przy dzieciach.
Jeśli macie ustalone kontakty i wszystko działa, wnioskujcie o tzw. rozszerzone kontakty. Walczcie o każdy dodatkowy dzień, o każdy weekend, krok po kroku zbliżając się do modelu naprzemiennego. Rozmawiajcie też z matkami i uświadamiajcie je – przecież opieka naprzemienna to dla nich gigantyczne odciążenie w codziennym życiu i czas na własne sprawy. Szkoda tylko, że wiele z nich jest tak zapatrzonych w wyłączny dostęp do 800+ i alimentów, że całkowicie to umyka ich uwadze.




