Robi się to prosto, według gotowego schematu.
Siedzi w gabinecie mecenas. Przeciwko niej albo niemu – rodzic wiodący. I pada proste pytanie: „Jak odciąć ojca od dziecka, żeby w sądzie wyglądało to legalnie?”.
Odpowiedź nie brzmi: „Nie wolno, bo dziecko ma prawo do obojga rodziców”. Odpowiedź brzmi: „Zrobimy ze sporu o dziecko sprawę o stalking”.
Procedura jest banalna i powtarzalna do bólu. Najpierw przestajesz odbierać telefony. Odpisujesz zdawkowo albo wcale. Ojciec pyta, co z dzieckiem: czy było u lekarza, jak radzi sobie w szkole, dlaczego znów odwołano spotkanie. Zignorowany pyta drugi raz. Dziesiąty. Pięćdziesiąty. Zaczyna pisać maile, wiadomości, prosić i się domagać. Bo jest zdesperowany, bo odcięto go od własnego dziecka – do czego nikt nie miał prawa.
Pytanie o stan zdrowia czy miejsce pobytu syna albo córki to nie jest nękanie – to jest podstawowy, prawny i moralny obowiązek rodzica.
G. Wolny
PoI wtedy do gry wchodzi pełnomocnik i mówi: „Mamy to. Rób zrzuty ekranu. Robimy z niego stalkera”.
Idzie zawiadomienie o nękaniu. Tworzy się idealną zasłonę dymną. Z rodzica, który walczy o prawa dziecka i wykonanie swoich obowiązków, robi się w papierach prześladowcę i zagrożenie.
A jaka jest prawda?
Prawda jest taka, że to nie jest żaden stalking. To jest wyreżyserowana prowokacja – celowe doprowadzanie człowieka do ostateczności, żeby potem jego emocje i desperację wykorzystać przeciwko niemu w sądzie rodzinnym.
Prawdziwy stalking to nękanie kogoś, kto nie chce mieć z tobą nic wspólnego. A tutaj mówimy o ojcu, który chce mieć kontakt z własnym dzieckiem. Pytanie o stan zdrowia czy miejsce pobytu syna albo córki to nie jest nękanie – to jest podstawowy, prawny i moralny obowiązek rodzica.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że niektórzy prawnicy zrobili sobie z tego stały model biznesowy. Biorą za to pieniądze, dając klientom gotowy instruktaż alienacji. Zasłaniają się „dobrem klienta”, zapominając, że w sprawach rodzinnych jedynym nadrzędnym punktem odniesienia jest dobro małoletniego dziecka.
Dziecko to nie jest niczyja własność. To nie jest karta przetargowa, trofeum do wygrania w sądzie ani broń do niszczenia drugiego człowieka. Dziecko ma prawo do mamy i do taty.
A każdy, kto doradza sztuczne nakręcanie spraw karnych tylko po to, żeby zablokować kontakty i wygrać proces, nie broni prawa. On bierze udział w dewastowaniu psychiki dziecka dla własnego honorarium. I o tym trzeba wreszcie zacząć mówić głośno.
Jeśli jesteś ojcem, z którego w ten sposób zrobiono wariata tylko dlatego, że walczyłeś o własne dziecko – nie jesteś w tym sam.
Na TikToku takie historie szybko znikają w gąszczu innych filmów. Dlatego budujemy tu miejsce, gdzie nie zostaną zapomniane. Dlatego na perfidia.pl, opisz swoją historię i zobacz, jak wygląda prawda. Udostępnij ten materiał dalej – niech to wreszcie dotrze do ludzi, bo milczenie tylko karmi tę patologię.
Dziecko to nie prywatny majątek. To człowiek, który potrzebuje obojga rodziców.




