Świadectwo, które napływeło z polskiej sali sądowej po raz kolejny obnaża głęboką patologię wymiaru sprawiedliwości w sprawach rodzinnych. Historia opisana przez obserwatora procesu, działacza społecznego występującego jako Dzik Gorzowski, to pigułka cynizmu, bezradności i powolnego katowania relacji dziecka z ojcem w majestacie prawa.
Sprawa dotyczyła ojca, który formalnie wywalczył szerokie zabezpieczenie kontaktów: trzy pełne weekendy w miesiącu oraz stałe środowe popołudnia. Papier wygląda doskonale. Problem w tym, że od ponad roku ojciec ten nie widział swojego dziecka ani razu..
Jak często Ojciec jest doprowadzany do ostateczności, a dziecko rośnie w przeświadczeniu, że tata po prostu je porzucił.
G. Wplny
Podczas przesłuchania sędzia zadał matce proste, kluczowe pytanie: dlaczego ignoruje prawomocny wyrok i nie wydaje dziecka ojcu? Czy ojciec stosuje przemoc? Czy zagraża dziecku? Czy do nich się odzywa w sposób niewłaściwy?
Odpowiedź matki sprowadziła się do porażającego w swej bezczelności zdania: nie wydam dziecka, bo to jest moje dziecko. Bez dorabiania ideologii, bez próby szukania usprawiedliwień. Czysta deklaracja traktowania drugiego człowieka jak własności prywatnej.
Najbardziej przerażająca w całej tej sytuacji nie była jednak postawa matki, ale całkowity brak reakcji sądu. Sędzia, zamiast natychmiast zareagować na jawne łamanie prawa i pogardę dla postanowień sądu, ograniczył się do biernego przysłuchiwania. Zabrakło wniosku o grzywnę, zabrakło ostrzeżenia o zmianie miejsca pobytu dziecka oraz jakiejkolwiek sankcji za uporczywe niszczenie więzi. Sędzia po prostu bezradnie przyglądał się temu dramatowi.
Obecny na sali adwokat reprezentujący ojca oraz obserwatorzy pozostali w pełnym osłupieniu. Mamy do czynienia z sytuacją, w której system nie tylko nie chroni małoletniego, ale wręcz daje ciche przyzwolenie na bezprawie.
Ten proceder w Polsce ma się świetnie, ponieważ sędziowie panicznie boją się podejmować stanowcze decyzje. W efekcie matka alienująca dostaje jasny sygnał, że wyroki można ignorować bez konsekwencji. Ojciec jest doprowadzany do ostateczności, a dziecko rośnie w przeświadczeniu, że tata po prostu je porzucił.
Dziecko nie jest niczyją własnością. Ma niezbywalne prawo do mamy i do taty. Czas przestać nazywać to sporem rodzicielskim. To co wydarzyło się w sądzie to jest jawne, przemocowe niszczenie psychiki dziecka i jawna kpina z wymiaru sprawiedliwości. To po prostu hańba!




